domingo, 12 de enero de 2014

Merida- skarb Polwyspu Jukatan w pelnej odslonie

Merida, stolica stanu Jukatan i miejsce antycznej siedziby Majow, Tehcaanziho, otwierala przed nami wrota swych tajemnic gdy zmeczeni po wielogodzinnej podrozy z Isla Mujeres dotarlismy na glowny dworzec poznym piatkowym wieczorem. Trudno opisac malujaca sie w naszych sercach ciekawosc kiedy nasze stopy rozpoczynaly wedrowke po ulicach tego barwnego i tetniacego zyciem miasta w poszukiwaniu katedry, pod ktora umowilismy sie z pierwszym uczestnikiem naszej podrozy, Kike. Jaki okaze sie nowy couchsurfer i co przyjdzie nam razem przezyc? Czy nasze wyobrazenia na temat Jukatanu pokryja sie z rzeczywistoscia? Byly to tylko niektore z pytan, ktore zadawalismy sobie po cichu...

Juz wkrotce dotarlismy do centrum Meridy, czyli Plaza de la Independencia i znajdujacej sie tuz przy niej katedry San Ildefonso, gdzie po chwili podjechal bialy samochod a w nim usmiechajacy sie do nas przyjaznie Kike! Pierwsza niesmiala wymiana zdan zwiastowala, ze czeka nas ciekawy pobyt w towarzystwie tego otwartego i zabawnego yucateco. Kike mieszka na przedmiesciach Meridy w dzielnicy malych domkow jednorodzinnych. Okolica zrobila na mnie wrazenie dosc surowej. W poblizu brakowalo drzew, placow zabaw, miejsc przeznaczonych na wypoczynek. Po ulicach snuly sie bezdomne wychudzone psy.. Wszystko zmienilo sie gdy weszlismy do domu Kike, w ktorym przywital nas zapach przepieknie udekorowanej choinki i liczne postacie z Disneya! Zaczelam zastanawiac sie czy to czasem nie dom Sw. Mikolaja, gdy zobaczylam ilosc znajdujacych sie pod drzewkiem prezentow. Byl to jednak dopiero poczatek niespodzianek tego wieczoru. Wkrotce bowiem pojawily sie przyjaciolki naszego gospodarza zainteresowane poznaniem nowo przybylych. Spedzilismy razem kilka godzin na pogawedce o zyciu i podrozach przy wysmienitym chilijskim winie i tortillas. Bedac tysiace kilometrow od ojczyzny i moich bliskich poczulam sie tak jakbym znalazla nowy dom i rodzine. Czy nie jestesmy przeciez wszyscy jedna rodzina? Jakie znaczenie maja wiezy krwi gdy dopiero co napotkana przez nas osoba otwiera przed nami z ufnoscia i zupelnie bezinteresownie drzwi do swojego domu a wraz z nimi do swojego serca? 
 
Nastepnego dnia mi companero de vida i ja wybralismy sie na pierwszy spacer po Meridzie. Odkrylismy, ze pobliskie biuro informacji turystycznej oferuje wycieczke z przewodnikiem po centrum miasta, z ktorej nie zawahalismy sie skorzystac. Dotyczyc miala ona, przede wszystkim, najwazniejszych budynkow znajdujacych sie wokol Plaza de la Independencia i zwiazanych z nimi historii. Najpierw udalismy sie do katedry San Ildefonso, ktora slynnie z tego, ze jest najstarsza na kontynentalnej czesci Ameryki Lacinskiej. Powstala ona w latach 1561-1598 dzieki wykorzystaniu kamieni pochodzacych z ruin piramid i swiatyn Majow, ktore w okresie konkwisty zostaly zniszczone przez Hiszpanow. W kaplicy polozonej po lewej stronie katedry usytuowany jest religijny klejnot Meridy, el Cristo de las Ampollas, replika oryginalnej figury Chrystusa, ktora odzyskano ze spalonego kosciola w miasteczku Ichmul. Interesujace jest to, ze pomimo pozaru nie splonela ona doszczetnie, ale na jej powierzchni pojawily sie jedynie pecherze (stad nazwa figury: Chrystus z pecherzami). Oryginal zostal skradziony z miasta po najezdzie oddzialow rewolucyjnych w 1915 r.

Katedra San Ildefonso

 Ayuntamiento- Plaza de la Independecia

W poludniowej czesci Plaza de la Independencia znajduje sie natomiast Casa de Montejo (Dom Montejo), czyli dom zalozyciela miasta Francisco de Montejo, jego syna Francisco de Montejo y Leon “el Mozo” I siostrzenca Francisco de Montejo. Zabawne, ze kazdy z nich nazywal sie tak samo. Naszym konkwistadorom chyba zabraklo wyobrazni hmm..Obecnie w jego wnetrzu znajduje sie Casa de Cultura i Museo Casa Montejo.

Kolejnymi istotnymi konstrukcjami miasta sa Palacio Municipal (Ayuntamiento) wraz z jego Ogrodem Kompozytorow zbudowanym w miejscu swiatyni Majow Bakluum-Chaam I Palacio del Gobernador, gdzie podziwiac mozna malowidla scienne artysty yucateco Fernando Castro Pacheco przedstawiajace w wymowny sposob glowne wydarzenia historyczne na Jukatanie, takie jak najazd konkwistadorow i ich brutalny stosunek wzgledem rdzennych mieszkancow polwyspu, czy tez wojne kast w 1847 r. gdy Majowie wypedzili z Jukatanu niemal cala nieindianska czesc ludnosci. Zwienczeniem naszej wycieczki po centrum Meridy byla wizyta w Muzeum Ateneo Sztuki Wspolczesnej Jukatanu polozonego tuz przy katedrze, ktora oprocz bogatej kolekcji dziel meksykanskich artystow zachwycila nas swoim bajecznym ogrodem.

Trzy etapy historyczne ludu yucateco, Fernando Castro Pacheco (Muzeum MACAY, Merida)

Czlowiek zrobiony z kukurydzy, Fernando castro Pacheco (Palacio de Gobierno, Merida)



Jak moglismy sie przekonac po dluzszym pobycie w Meridzie i naszych licznych eskapadach do centrum miasta, Plaza de la Indipendencia jest glownym punktem spotkan mieszkancow. Odbywaja sie tu wieczorki poetyckie, podczas ktorych kazdy moze zabrac glos oraz zjezdzaja sie wedrowni sprzedawcy miejscowych specjalow, takich jak marquesitas, champolas czy churros. Merida pulsuje zyciem do poznych godzin nocnych. Warkot samochodow i miejskich autobusow, dzwieki rozbrzmiewajacej zewszad muzyki i pokrzykiwania wlascicieli ulicznych kramikow tworza jednolity szum, ktory hipnotyzuje. To jedno z moich ulubionych miejsc w stolicy Jukatanu.

 Pucybut, Plaza de la Indipendencia (Merida)

Kolonialne centrum Meridy

Wizerunek Fridy stale obecnym elementem krajobrazu miasta

Merida zwana jest Bialym Miastem ze wzgledu na kolor wapienia, ktory wykorzystano jako material do konstrukcji zabudowan, ale rowniez wydarzenie historyczne zwiazane z obecnoscia zalozyciela miasta, Francisca de Montejo, ktory dazyl do tego, aby uczynic je siedziba “bialych”, spychajac poza mury rdzennych yucatecos. Koniecznosc korzystania z ich pomocy przy konstrukcji miasta zniweczyly jednak te plany. Ponadto liczne byly protesty Majow, ktore przybraly szczegolnie krwawa forme jako rewolucja wszczeta przez rdzennego mieszkanca Jukatanu, Jacinta Caneka.

Przechadzajac sie po ulicach Meridy nie sposob nie zauwazyc odpadow, ktore skutecznie niszcza wizerunek miasta. Obserwujac zalegajace w wielu miejscach butelki po napojach gazowanych i slodyczach doszlismy do wniosku, ze mieszkancy nie szczegolnie dbaja o zdrowy tryb zycia i nie szanuja tego, co maja. Nasze cialo jest przeciez wehikulem, dzieki ktoremu mozemy czerpac przyjemnosc z doswiadczania tego swiata i w zwiazku z tym prawdziwym darem. Przed przyjazdem do Meksyku sadzilismy, ze ze wzgledu na jego przynaleznosc do panstw mniej rozwinietych mieso bedzie produktem przeznaczonym dla najzamozniejszej czesci spoleczenstwa. Bylo dla nas prawdziwym zaskoczeniem, gdy odkrylismy, ze sklepiki z piekacym sie miesem sa tu norma, nawet w najmniej oczekiwanych czesciach miasta i poza nim. Dieta Meksykan zadecydowala o tym, ze zajmuja oni obecnie pierwsze miejsce na liscie najbardziej otylych nacji swiata. Dzieje sie tak rowniez z tego powodu, ze w meksykanskich domach czesto nie gotuje sie posilkow, lecz zamawia sie je juz gotowe badz spozywa w restauracjach. Jako wegetarianie, Ivanek I ja, mielismy zatem dosc utrudnione zadanie. Mimo to przepyszne nachos z fasola i guacamole oraz tortillas z serem i pieczarkami rekompensowaly nam w znacznym stopniu te niedogodnosc.

Meksyk jest krajem wielkich kontrastow. Podobnie jak w innych wielkich metropoliach Ameryki Lacinskiej centrum zamieszkane jest przez mniej zamozna czesc populacji. Elita spoleczna zajmuje natomiast najczesciej prywatne rezydencje otoczone wysokim murem, ktore tworza prawdziwe miasto w miescie. Posiadaja bowiem wlasna szkole, sklep a nawet szpital. Najwieksza promenada w Meridzie jest Paseo de Montejo, ktora bardzo rozni sie od kolonialnej czesci miasta. Inspiracja do jej konstrukcji byly bowiem francuskie bulwary, co objawia sie obecnoscia pieknych palacow z XIX w. I rozlozystych drzew po obu stronach alei. Waznym pomnikiem na Paseo de Montejo jest pomnik Monumento a la Patria autorstwa kolumbijskiego artysty, Romulo Pozo. Spacer po tej czesci miasta oraz mozliwosc odpoczynku na charakterystycznych dla Meridy laweczkach “tu y yo” (w 1915 r. po raz pierwszy pojawily sie na Plaza de la Indipendencia) to prawdziwa przyjemnosc.

Monumento a la Patria, Paseo de Montejo (Merida)

Jak juz wczesniej wspomnialam, Kike, nasz couchsurfer w Meridzie, sprawil, ze poczulismy sie w Meksyku jak we wlasnym domu. Dzieki niemu mielismy okazje poznac blizej muzyke karaibska i sami zagrac na takich instrumentach jak maracas, campana i tambor, gdy jego przyjaciel, profesjonalny gitarzysta, zaskoczyl nas wizyta o 2.00 nad ranem przynoszac ze soba caly zestaw instrumentalny! Co wiecej, zaproponowal nam on abysmy spedzili z nim i z jego rodzina Swieta Bozego Narodzenia w prawdziwie meksykanskim stylu! Bylo to znacznie wiecej niz moglismy sie spodziewac w czasie naszej podrozy. Zostalismy przyjeci z cieplym sercem i otwartymi ramionami jak przyjmuje sie od dawna oczekiwanych krewnych. Mielismy szanse uczestniczyc w Las Posadas, rytuale upamietniajacym pielgrzymke Marii i Jozefa z Nazaretu do Betlejem w poszukiwaniu miejsca dla narodzin Jezusa, wspolnej kolacji, podczas ktorej przygotowano specjalnie dla nas pyszna wegetarianska zapiekanke oraz modlitwie w kregu najblizszych.

Wigilia po meksykansku!

Portret Matki Boskiej z Guadelupe

Meksykanie, w przeciwienstwie do nas, juz w czasie Wigilii spozywaja przede wszystkim dania miesne i pija alkohol. Nie spiewaja koled, ale bawia sie przy karaoke nucac znane utwory po hiszpansku. Bardzo wazna jest dla nich obecnosc szopki, ktora jest najczesciej pokaznych rozmiarow I zawiera wszystkie mniej I bardziej istotne szczegoly, lacznie z owieczkami, krowkami I innymi zwierzetami. Dzieciatko Jezus nie pojawia sie w szopce az do Wigilii, a gdy przyjdzie pora czasami spoczywa w ramionach Marii. Na targach spotyka sie stoiska, ktore sprzedaja jedynie figurki do szopki. Niektore nawet realnych rozmiarow! Duza wage przyklada sie zatem do swiatecznych dekoracji, prezentow i rytualow, ktore sprawiaja, ze odczuwa sie przerost formy nad trescia a prawdziwy sens narodzin i nauk Jezusa gubi sie wsrod nadmiaru materialnych szczegolow...

 Szopka na Plaza de la Independencia
Stoisko z dewocjonaliami na targu w Meridzie

jueves, 9 de enero de 2014

Seguimos por Mérida disfrutando los flamengos en Celestún y la historia maya en Uxmal

Una vez más, la improvisación y el hacer caso a nuestros deseos habían hecho que lo que en un principio se planteaba como una estancia de 2 o 3 días por Mérida, se fuese alargando dulcemente sin final visible. Y es que los tesoros que ofrece para descubrir Mérida y sus alrededores, y sobre todo la calidez de la casa de Kike y su buena energía nos hacían sentir al final de cada día que nuestro más profundo ser deseaba quedarse ahí un día más.

El mejor ejemplo para explicar esto es la recomendación que nos hizo Kike sobre visitar el parque natural de Celestún, famoso por ser habitat de los flamencos más rosas del mundo, y con manglares donde puedes encontrarte desde cocodrilos, a serpientes, a monos araña... Y es que un plan así era justo lo que sentíamos que necesitábamos. Después de varios días entre cultura maya, ciudades coloniales, viajes en bus... Notábamos que nos faltaba algo, que nuestro estómago hambriento de nuevos lugares pedía un alimento diferente, y justamente era sentirnos rodeados de naturaleza, y cuanto más salvaje mejor.

Así que tras cerca de 2 horas de viaje en colectivo (furgoneta para transporte público) rodeados de lugareños, llegamos al puerto desde el que se realiza la visita al ecosistema acuífero de Celestún. En el puerto hay pequeñas lanchas esperando a los visitantes para realizar recorridos de unos 90 minutos por los alrededores del parque.

Celestún, muelle

El paseo en la lancha es toda una delicia, sobre todo a medida que te vas acercando a esos puntos rosados que se ven a la distancia, que le dan un aspecto tan colorido al paisaje, que te provocan esa mágica sensación siempre que ves por primera vez una nueva especie animal.

 Celestún, grupo de flamencos

No te cansas de ver flamencos por todas partes, con ese color tan llamativo y único en todo el planeta, causado por la composición del alimento que toman del agua, con esa elegancia gracias a sus estirados cuellos que curvean como su fuese un baile, con esa sincronicidad propia del instinto animal, oculta en la mayoría de seres humanos bajo capas de influencias externas, visible en el resto de animales gracias a su pureza.

Celestún, flamencos

  Celestún, flamencos 

Durante el paseo en lancha, no sólo tuvimos la oportunidad de formar parte durante unos momentos de la vida de los flamencos, sino que también pudimos disfrutar de ambiente misterioso, salvaje, en cierta parte temeroso del interior manglar. 

 Celestún, paseando por el manglar

Con árboles que te rodean con sus ramas por todas partes y que apenas te permiten ver unos metros de distancia en el interior de la zona, dando vía libre a la imaginación sobre la vida animal que te estará observando en esos momentos. Aunque sí que pudimos ver claramente a uno de esos observadores, estático y paciente esperando a que algún animalillo, futuro alimento, se acercase. A ver si lo encontráis en la siguiente foto.


¿Ha habido suerte? ¿Veis algún animalito inocente escondidillo? En el agua, por el centro de la foto, se ve al siguiente dulce lagartito.


No es que sea el cocodrilo más grande del mundo, pero ya impresiona sólo por ser el primero que veíamos en directo en plena naturaleza.

Después del disfrutadísimo paseo en lancha, fuimos andando hacia el pueblo de Celestún, a unos 20 minutos. A lo largo del paseo, pudimos tristemente comprobar un hecho que se suele dar en demasiados lugares turísticos por todo el mundo. Me refiero a que cuando vas a un sitio más o menos turístico, todo te maravilla, te parece precioso, cuidado, todo preparado para las mejores fotos. Pero en muchas ocasiones, a nada que te alejas unos metros de ese lugar, compruebas la auténtica realidad del lugar. En este caso, cómo entre la gente local y los turistas el entorno natural tiene que sufrir sin merecerlo la contaminación de basura creada por el ser humano. Paradojas de la vida, la naturaleza nos da todo lo que necesitamos, incluso en este caso más en forma de turismo y dinero, y a cambio le devolvemos poco a poco su destrucción, o lo que es lo mismo, nos echamos mierda a nuestra propia existencia.

La Celestún menos turística

Tras este bofetón de realidad, y lllegamos ya al pueblo. Alegremente colorido por banderillas y puestitos de comida y de feria para celebrar la cercana Navidad, todo alrededor de la ya habitual plaza principal con la iglesia y el ayuntamiento al lado. Y como punto final de la visita y antes de volver a Mérida, nos pegamos un más que merecido homenaje en forma de cerveza mexicana, la muy consumida Sol, y ricos huevos rancheros.

 Celestún, homenaje para acabar el día

Al día siguiente de esta maravillosa experiencia que ya forma parte de nosotros, tocó un nuevo viaje a las profundidades mayas, esta vez a la ciudad arqueológica de Uxmal.

La ciudad de Uxmal se encuentra dentro de la conocida como ruta Puuc, uno de los estilos arquitéctonicos mayas del periodo clásico. No tan conocida como Chichen Itzá, pero quizá precisamente por eso transmite un ambiente de mayor autenticidad, ya que la ciudad de Uxmal está rodeada por una mayor vegetación, que te facilita sumergirte en lo que sería la vida de la ciudad hace más de 500 años, al no haber tanto césped recien cortado y plantas tan cuidadas como en Chichen Itzá, que en nuestra opinión lo hace un poco artificial. Aunque ya veréis en el post sobre Palenque que aún existen ciudades arqueológicas mayas que permanecen con el entorno natural aún más salvaje.

Nada más entrar a Uxmal, la imponente figura de la Pirámide del Adivino nos dio la bienvenida, si nada más entrar ya nos encontrábamos con algo así, ¡la visita prometía! La Pirámide del Adivino es el edificio más emblemático de Uxmal, también se conoce como la Pirámide del Hechicero o del Enano. 

Uxmal, parte trasera Pirámide del Adivino con la bailarina Ewe

Uxmal, parte trasera Pirámide del Adivino con el "bailarín" Iván

Estos nombres provienen de la leyenda que cuenta el origen de esta pirámide, según la cual un enano hijo de una hechicera y que nació de un huevo, para hacer más creíble la historia...jeje, apostó la gobernatura con el que era en ese momento el gobernador de Uxmal, que sería capaz de construir una pirámide en una sola noche. Como no, el enano ganó la apuesta y se convirtió en gobernador de Uxmal.
 
Uxmal, parte delantera de la Pirámide del Adivino

La pirámide está formada por 5 templos, cada uno de diferentes épocas, de manera que se fueron cubriendo uno sobre otro a medida que se iban edificando. Para poder acceder a todos ellos se realizaron perforaciones sobre la estructura de la pirámide, siendo únicamente visibles desde el exterior el templo IV, el que véis en la última foto al finalizar las escaleras, con la entrada que escenifica la cabeza de Chac, el dios de la lluvia, siendo su boca la puerta de entrada. Y arriba del todo se puede visualizar el templo V, al que se accede subiendo los escalones de la parte trasera de la pirámide.

 Uxmal, Pirámide del Adivino, entrada del Templo IV, cara de Chac

Otro de los edificios emblemáticos de la ciudad de Uxmal es el Palacio del Gobernador.

  Uxmal, edificio central del Palacio del Gobernador

El palacio como véis en la foto muestra el más auténtico estilo Puc de los mayas, caracterizado por las paredes lisas a la altura de la entrada a los templos, y paredes superiores muy decoradas. En el caso del Palacio del Gobernador, con máscaras de Chac o representaciones de Quetzalcoatl, la serpiente emplumada.

 Uxmal, Palacio del Gobernador, detalle de máscaras de Chac

Pero para nosotros, la gran atracción del palacio fue el hecho de que al estar ubicado sobre una gran plataforma, permite disfrutar de unas increíbles vistas de la ciudad de Uxmal, formadas por algunos de sus edificios principales.

  Uxmal, ¡a estas vistas me refería! :-D

 Uxmal, cancha de juego de pelota al frente, Pirámide del Adivino a la derecha, y Palacio de las Monjas a la izquierda

Como os he comentado, lo que para nosotros hizo tan especial Uxmal fue el hecho de ser nuestra primera visita a una ciudad maya en la que no sólo disfrutamos de los espectaculares edificios, sino que la naturaleza que envuelve el lugar permite aprovechar el entorno para pasear y perder la imaginación entre la rutina diaria de los antiguos mayas.

 Uxmal, en contacto con la naturaleza

Como anécdota durante nuestra visita a Uxmal, mientras visitábamos unas esculturas mayas con forma fálica, una turista mexicana, que estaba leyendo el cartel explicativo, no se le ocurre mejor pregunta para hacernos que: "¿qué es un falo?" Vaya cara de apuro que se nos puso a Ewe y a mí... Aunque eso sí, por la mente pasaron respuestas de todo tipo, optando finalmente por la menos comprometida y técnica, jeje. También hay que decir que la escultura no daba mucho lugar a dudas, pero bueno, allá cada uno con su imaginación. :-P Por cierto, si alguien no sabe la respuesta a la pregunta que nos hizo esta turista... es hora de tener una conversación con vuestros padres...jeje

Con las inolvidables aventuras por Celestún y Uxmal damos por finalizado este post, pero las experiencias por Mérida aún no se habían acabado, aún faltaba una Nochebuena a la mexicana, una improvisada velada entre guitarras, maracas, bongos, intrumentos indígenas... No os lo perderéis, ¿verdad? :-D

Regala sonrisas cada día, verás cómo son capaces de crear auténticos milagros.  

lunes, 6 de enero de 2014

Comenzamos el viaje por el mundo maya, una clase introductoria en el museo y ¡Chichen Itzá!

La zona donde nos encontramos en esta etapa del viaje, la península del Yucatán, no sólo es conocida por la Riviera Maya y esas playas de foto, sino sobre todo por la gran riqueza que el pueblo maya dejó a esta zona en forma de restos arqueológicos, calendarios, astrología, arquitectura, misterios... Para dos aficionados de esta cultura como nosotros, Mérida es un excelente lugar para adentrarse tímidamente en los conocimientos del mundo maya. Por un lado, en Mérida se encuentra el más famoso museo dedicado a la cultura maya, el Museo del Mundo Maya, y además, cerquita está probablemente el yacimiento arqueológico maya más famoso en todo el mundo, Chiche Itzá.

El Museo del Mundo Maya es toda una experiencia visual, auditiva y táctil; en el que sumergirte en toda una aventura por las profundidades del mundo maya, desde sus inicios conocidos, hasta su evolución y decadencia durante la colonización. Como todos los museos, dependiendo de tu nivel de implicación, puedes verlo en 2 horas o  adentrarte en todo un día de aventuras, misterios y conocimientos. Y es que tal y como está montado el museo, con vídeos, pantallas táctiles interactivas, maquetas, cuadros explicativos..., a pesar de que estuvimos más de 5 horas ahí metidos, no se hizo pesado para nada, sino todo lo contrario, el orden cronológico inverso de la exposición, la variedad de materiales y la forma de explicar sus contenidos hacen del museo una auténtica obra de arte como introducción al mundo de los mayas, aunque como veis, el exterior del museo no tiene mucha relación con su contenido...

 Exterior del Museo del Mundo Maya

La visita comienza con los aspectos de la población maya en la actualidad, su situación geográfica, diferentes vestimentas según la región, su actividad económica... Para después pasar a la época de la colonización, la época precolombina que supuso el esplendor de la población maya y por último su prehistoria. Durante la visita tienes la oportunidad de visualizar reproducciones de cómo se cree que construyeron las pirámides, una pantalla interactiva con el horóscopo maya, explicaciones del calendario maya, reproducciones de algunos templos... Vamos, toda una delicia para los curiosos de esta rica civilización.

 Reproducción de un templo maya

 Uno de los códices mayas que explican la historia de su cultura

Como curiosidades aprendidas durante la visita, a destacar el sistema numérico vigesimal posicional que usaban los mayas, formados por puntos, cada punto equivalía a nuestro 1, y por rayas, cada una equivalía a nuestro 5. Igualmente, poseían un signo para representar el número 0, que aunque penséis: "¡pues vaya descubrimiento!", si lo pensáis, el número 0 es esencial para poder utilizar grandes cantidades y para poder representar la ausencia de cantidad.

Tras este día empapándonos de conocimientos mayas, tocaba adentrarse en esta cultura más físicamenete, y qué mejor para ello que una visita a la conocida ciudad arqueológica de Chichen Itzá.

La ciudad es del período conocido como clásico tardío, y nada más entrar, lo primero que te encuentras es una de las "nuevas siete maravillas del mundo moderno", imponente, sobrecogedora, piel de gallina, la pirámide de Kukulkan.

Chichen Itzá, pirámide de Kukulkan

Se trata de una pirámide que fue construida como representacion maya de Quetzacóatl, principal deidad desde tiempos olmecas, representado por una serpiente emplumada. Este símbolo de la serpiente forma la dualidad presente en el mundo tanto antiguo como actual, donde la materia, el cuerpo físico, está representado por la serpiente, y lo espiritual por las plumas. La estructura de la pirámide es de 4 lados, con 91 escalones en cada uno, y un escalón final para llegar al templo superior de forma cuadrada, 365 escalones en total, 1 por cada día del año. Cada escalinata tiene a los lados unas balaustrada de piedra que finalizan en su parte inferior con cabezas de serpientes emplumadas, simbolizando al dios Kukulkan. Lo más emblemático de la pirámide, es que durante los equinocios, las sombras que proyectan las plataformas que forman la pirámide, dibujan sobre la balaustrada oeste la forma del cuerpo de una serpiente, que se une a la cabeza en la parte inferior, simbolizando el descenso a la tierra de Kukulkan y dando inicio a la etapa de siembra del maiz. Toda una demostración del conocimiento maya de astrología aplicada a la arquitectura como herramienta para la organización de la sociedad.

 Chichen Itzá, pirámide de Kukulkan, lado oeste

Otra de las partes más características de Chichen Itzán, es el campo de juego de la pelota, ¡qué recuerdos cuando veía de pequeño "Érase una vez la historia" al verlo! jeje. Para quien no le suena, se cree que era un juego en el que dos equipos se disputaban una pelota que tenían que pasar por un aro, normalmente con golpeando la pelota con el codo o la cadera.

Chichen Itzá, aro del juego de la pelota

Hay dos teorías respecto al vencedor del juego. Por un lado se cree que el capitán del equipo vencedor decapitaba al capitán del equipo perdedor para así asegurar la supervivencia de los más fuertes. Y por otro lado, se cree que sucedía al contrario, era el capitán del equipo perdedor quien decapitaba al capitán del equipo vencedor. ¿Eing? ¿El vencedor era el que moría? Pues sí, los mayas creían que para alcanzar el cielo, el cual estaba dividido en 13 capas, había que recorrer cada una de estas capas, por lo que en caso de ganar el juego de la pelota y ser decapitado, conseguías un billete directo al cielo. Sea como fuere, había que echarle un par de ... para atreverse a echar una partidita. No se andaban con tonterías de apostarse una cervecilla al final del partido... :-P


Además de construcciones arquitectónicas, en Chichen Itzá existe un cenote sagrado, de 60 metros de diámetro y 15 metros de altura. Los cenotes son una especie de charcas enorme que se forman por la filtración del agua de lluvia en la península del Yucatán. El cenote de Chichen Itzá se cree que se utilizaba como lugar de ofrendas a Chaac, dios de la lluvia. Ofrendas en forma de objetos valiosos, e incluso de vidas humanas de doncellas y poderosos guerreros. Estas creencias unidas a la avaricia propia del ser humano, hicieron que un cónsul estadounidense dragase el cenote y tomase una gran cantidad de objetos valiosos, aunque se cree que aún quedan muchos tesoros escondidos en el cenote. Esperemos que no aparezcan más iluminados sedientos por apoderarse de objetos valiosos a cualquier precio.

Cenote sagrado de Chichen Itzá

Ya como último edificio a destacar centro de la inmensa ciudad de Chichen Itzá, está el edificio caracol, utilizado como observatorio, con la única estructura redonda de todo Chichen Itzá. Se descubrió qu este observatorio estaba alineado con la trayectoria de Venus, ya que este planeta era considerado por los mayas como el dios de la guerra, por lo que en función de su posición planeaban las estrategias contra sus enemigos.

El observatorio del edificio caracol

La sensación de visitar Chichen Itzá es la que se suele tener cuando eres consciente que estás visitando un lugar del que has oído hablar toda tu vida, del que has visto cientos de fotos, del que siempre habías querido visitar, y por fin está ahí. Y no sólo eso, la magia que desprende la historia maya, sus misterios, sus increíbles conocimientos, permiten que simplemente estando sentado delante de alguno de sus edificios, te invada una sensación de cercanía con la cultura maya, en cierta manera echando a volar la imaginación sobre qué habría pasado con esta increíble cultura si la historia hubiese sido diferente.

Aunque ya os adelanto que a pesar de su fama y las buenas sensaciones que tuvimos al visitar Chichen Itzá, nos esperaban futuras visitas a zonas arqueológicas que superarían todas estas emociones con creces, sin ir más lejos, estad atentos al siguiente post para saber a qué me refiero. :-D

"Hay dos formas de ver la vida: una es creer que no existen los milagros, la otra es creer que todo es un milagro" Albert Einstein

jueves, 2 de enero de 2014

Primeros días por la colonial Mérida y reflexiones sobre la vida mexicana

¡Hola de nuevo gente! Lo primero... ¡FELIZ AÑO 2014! Que toda la basura se quede atrás, porque si se remueve vuelve a oler mal. Que el comienzo del nuevo año sirva como empujón para convertir en realidad esos sueños que desde hace tiempo rondan vuestro corazón, sean grandes o pequeños eso sueños, el verlos realizados servirán para escribir una mágica página del libro de vuestra vida actual, y así siempre que queráis podáis leerlo y sentiros orgullosos de cada paso tomado.

Tras esta introducción llena de deseos, lo segundo comentaros que seguro que os habréis dado cuenta que en los últimos días el blog ha estado desactualizado comparando con los primeros meses, ¡no temáis! Aún sigo con la misma ilusión del primer día para escribirlo y compartir con todos vosotros este viaje, pero hay momentos en los que las circunstancias te llevan a dar prioridad a otros temas, ya sea por dificultad para conectarse a Internet, o por necesidad de asimilar todo lo vivido durante los últimos días para poder escribir el más fiel reflejo de las sensaciones surgidas.

Dicho esto, ¡me pondré ya el uniforme de escritor de viajes! :-D Después de disfrutar del ambiente más playero y algo turístico de Isla Mujeres, el siguiente destino en la agenda era Mérida, ciudad colonial situada en la parte oeste de la península del Yucatán, donde nos esperaba Kike, nuestro primer couchsurfer mexicano. Para ir a Mérida, al igual que estamos intentando hacer para movernos por todo México, agarramos un bus de segunda clase, que son bastante más baratos que los de primera, y nos resultan bastante cómodos, aunque eso sí, mejor llevarse una chaqueta porque parece que algo común el amor que se tiene por aquí al fuerte aire acondicionado. Quizá hayáis notado que he usado un verbo poco común en España, "agarrar un bus", y es que seguro que muchos sabéis que en gran parte de Latinoamérica el verbo "coger", tan usado en España, tiene un significado diferente, con altas connotaciones sexuales. Así que mejor ir entrenándose para evitar algún malentendido. :-P

Como viene siendo habitual en este viaje, y algo que me encanta, a Mérida fuimos con la idea de quedarnos unos 3-4 días, y al final fueron 7 días maravillosos, debido a la calidez y cercanía con la que Kike nos alojó en su casa, a las experiencia que Mérida y sus alrededores nos tenía preparadas, y a una oferta de pasar la Nochebuena con la familia de Kike que no pudimos ni quisimos rechazar.

La ciudad de Mérida está liderada por su centro histórico, el cual sigue la línea de las ciudades coloniales de Latinoamérica. Una plaza central, normalmente llamada Plaza de la Independencia, alrededor de la cual gira la vida social del municipio, con limpiabotas, los bancos ocupados por parejas, ancianos, puestos de comida ambulante por todas partes vendiendo botanitas, marquesitas, tacos...

Mérida, Plaza de la Independencia

Mérida, Plaza de la Independencia

Igualmente, alrededor de la Plaza de la Independencia se reúnen los edificios más emblemáticos de la ciudad, como son la catedral, el ayuntamiento, el museo de arte contemporáneo, con un precioso jardín a su entrada, o el Palacio Montejo, primer español que llegó a la ciudad y la convirtió en colonia española.
Para visitar el centro histórico, pudimos disfrutar de un muy recomendable tour gratuito de unas 2 horas organizado por la Oficina de Turismo de Mérida.

  Mérida, Museo de Arte Contemporáneo

Durante este tour por el centro histórico, estuvimos visitando la Casa del Gobernador, en la que disfrutamos de unos maravillosos murales pintados por el artista Fernando Castro Pacheco, el cual ilustra sin máscaras diferentes escenas de la cultura maya o del proceso de colonización del pueblo maya. Son murales sobrecogedores, que sin tapujos te muestran hechos sucedidos hace no tantos años, y que te hacen pensar una vez más sobre la ausencia de límites y reglas en el ansia de poder del ser humano, y sobre qué riqueza cultural podría regalarnos hoy en día Latinoamérica si no existiesen en los libros de historia página redactadas gracias a la colonización española.

 Mural de Pacheco representado a Fray Diego Landa

Además de la Plaza de la Independencia, simplemente perdiéndote por la calles que la rodean te permite disfrutar del más puro estilo colonial y sobre todo empezar a hacernos una idea del estilo de vida de esta zona de México.

 Calle de Mérida

Y es que paseando tanto por el centro de Mérida como sus alrededores, te das cuenta de ciertas tendencias que dominan la vida de esta región, no sabemos si será algo común en México, lo iremos descubriendo poco a poco. Me refiero a la sensación que tuvimos de un gran ambiente consumista, en forma de restaurantes y puesto de comida por todas partes, en los que la carne es el alimento protagonista, y en forma de numerosos centros comerciales. Quizá por esto no sea extraño que México desde el año pasado sea considerado el país con mayor obesidad en el mundo. La carne domina la dieta del país, y la Coca Cola sirve como camino líquido para ayudar a digerirla. Hemos meditado y hablado sobre ello, un país con grandes recursos naturales, con riqueza vegetal, gran productor de maíz, de frutas nunca vistas hasta ahora, verduras de todos los colores... y aún así resulta más barato ir a comer unos tacos llenos de carne de cerdo a un puesto ambulante que comprar unas verduras en el mercado y cocinarlas tú mismo. Siempre había creído que el consumo de carne era algo reservado para países de mayor potencial económico, que productos como el maíz, el trigo, el arroz, patata... sería el predominante en territorios agrícolas y con menos recursos económicos. Sin embargo nuestra sensación en los primeros días en México es todo lo contrario, ¿la explicación? El por qué la carne parece resultar tan económica ni idea, seguro que cierta influencia norteamericana hay sobre ese ambiente consumista, sobre esa costumbre de pedir gran cantidad de comida y dejar la mitad, sobre ese gusto por comer de forma compulsiva en lugar de vivir cada comida como un homenaje al cuerpo físico que tanto trabajo hace para que disfrutemos de esta vida.

Aún así, aunque para dos vegetarianos como nosotros resulta algo frustrante no poder disfrutar plenamente de la gastronomía del país, algunas quesadillas y nachos van deleitando nuestro paladares deseosos de cultura gastronómica.

Este post lo he escrito con el objetivo de que sirva como introducción a la etapa en Mérida y a la vida mexicana, aún vendrán algunos más en los que compartiré con todos vosotros las primeras impresiones sobre las ruinas mayas, la Navidad mexicana... ¡No os lo perdáis! :-D

Trata a tu cuerpo como lo que es, un gran regalo que te ha dado el universo para poder hacer realidad tus más profundos deseos. Debemos respetarnos a nosotros mismos de forma integral, en espíritu, mente y cuerpo.